Słów kilka Roberta Bly

 

"Wordsworth na początku swej wycieczki opisuje przesiadującego pod drzewem starca, który został przyjacielem poety, gdy ten był jeszcze chłopcem: / On kochał , odkąd w czeredzie rumianych urwisów wyróżnił mnie , jak mawiać zwykł , dla kaprysu Bo urzekło Go ponure spojrzenie , zbyt poważne jak na mój wiek Teraz, gdy dorosłem, sama myśl o tym Że jestem jego wybrańcem, dreszcz rozkoszy niesie. Podczas wakacji wiele godzin spędziliśmy razem , spacerując po lesie.../ Tego rodzaju bardziej lub mniej przypadkowe i spontaniczne kontakty są już dziś w dużej mierze sprawą przeszłości. Kluby i stowarzyszenia męskie nieomal zanikły. Dziadkowie mieszkają gdzieś w Phoenix albo w domu starców i wielu chłopców zna jedynie towarzystwo rówieśników, niewiedzących nic w porównaniu z mężczyznami dawniej dokonujących inicjacji..." Robert Bly /Żelazny Jan/